To już 21 lat…Nasza historia…
Nie zawsze marzyłam o własnym salonie…
Ta historia nie zaczęła się od wizji ani wielkiego planu.
Zaczęła się od przypadku, który bardzo szybko stał się próbą odwagi.
Z inwestycji.
Z decyzji, której nie dało się cofnąć.
Z momentu, w którym trzeba było powiedzieć sobie: albo idziemy dalej, albo wszystko tracimy.
Byłam świeżo po studiach.
Miałam dobrą, prestiżową pracę w dużej firmie farmaceutycznej.
Znałam świat standardów, procedur, jakości obsługi klienta.
I nagle znalazłam się w miejscu, którego wcześniej nie planowałam — w przestrzeni beauty, która dopiero w Polsce zaczynała raczkować.
Pamiętam ten pierwszy dzień. A jeszcze bardziej pamiętam jego koniec.
Kiedy salon opustoszał. Kiedy zgasiłam światło na końcu pomieszczenia i szłam przez półmrok w stronę wyjścia.
I wtedy pojawiło się pytanie, które zostało ze mną na lata:
Czy to będzie moja bajka?
Dokąd zaprowadzi mnie ta droga?
Nie znałam odpowiedzi.
Ale wiedziałam jedno — nie boję się pracy i ludzi.
Od lat uczyłam się wychodzić do świata, rozmawiać, proponować, tworzyć relacje. Wierzyłam, że jakość, uważność i odwaga mają znaczenie.
Na początku było pusto. Młody zespół, brak klientów, czekanie.
Ten rodzaj ciszy, który potrafi budzić niepokój.
Więc wyszłam do ludzi.
Z zaproszeniami w torebce.
Z hostessami w centrum handlowym.
Z odwagą, trochę „po amerykańsku”, trochę na przekór lękowi.
I zaczęło się kręcić.
Do usług fryzjerskich dołączyła kosmetologia.
Pojawiły się pierwsze relacje, pierwsze zaufanie, pierwsi stali klienci. Zaczęliśmy tworzyć miejsce inne niż wszystkie – punktualne, uważne, nastawione na komfort i jakość.
A potem przyszła pierwsza wielka próba.
Po pięciu latach musieliśmy się wynieść.
Nie z wyboru – z konieczności.
Trzy miesiące na znalezienie nowego miejsca.
Budowa, kurz, inwestycja ponad plan, strach.
Zniknęliśmy z galerii.
Nie mogliśmy poinformować wszystkich klientów.
Niektórzy myśleli, że już nas nie ma.
Ale my poszliśmy dalej.
Powstała nowa przestrzeń.
Większa. Piękniejsza. Bardziej świadoma.
I wtedy przyszło pierwsze potwierdzenie, że ta droga ma sens.
Wyróżnienie L’Oréal Polska.
Docenienie przez „Dom & Wnętrze”.
Tytuł najpiękniejszego salonu współpracującego z marką.
Poczucie: robimy coś naprawdę dobrze.
Były też projekty, które miały znaczenie — „Odmieniamy siebie”, metamorfozy, działania społeczne, patronaty.
Bycie miejscem przyjaznym dzieciom.
Bycie miejscem dla ludzi.
I były momenty najtrudniejsze.
Rozstanie niedługo po narodzinach córki.
Samotność.
Odejścia pracowników, którzy byli „od zawsze”.
Sygnały ciała, że stres jest zbyt duży.
Potem kolejna przeprowadzka.
I pandemia.
Moment, w którym naprawdę pomyślałam, że to koniec.
Że nie dam rady.
Że wszystko może runąć.
Ale po każdej burzy przychodzi słońce.
Dziś jesteśmy w trzeciej lokalizacji.
W przestrzeni, która jest dokładnie taka, jak miała być:
prestiżowa, spokojna, komfortowa.
Gotowa na rozwój. Na ludzi. Na przyszłość.
Ta droga nauczyła mnie wiary.
Że wszystko, co się wydarza, ma sens.
Że trudności są pauzą, a nie końcem.
Że zaufanie, uczciwość i bezpieczeństwo są nienegocjowalne.
Dziś tworzę to miejsce, bo jest moim dzieckiem i moją pasją.
Bo daje mi satysfakcję.
Bo każdego dnia chcę, by ktoś, kto przekracza nasz próg,
pomyślał: jestem w dobrym miejscu.
Chcę, żeby klienci czuli się otuleni.
Zaopiekowani.
Nieoceniani.
Prowadzeni przez zespół specjalistów, którzy patrzą szerzej –
holistycznie, z myślą o komforcie, zdrowiu, długofalowym dobrostanie.
Nie gonimy za nowościami.
Wybieramy mądre rozwiązania.
Łączymy technologię, doświadczenie i edukację.
Skracamy drogę dbania o siebie.
Ta podróż wciąż trwa.
I wiem, że najpiękniejsze w niej jest to, że za każdym razem, gdy gaszę światło w salonie, nie pytam już, czy to będzie moja bajka.
Bo wiem, że ona już nią jest – i że kolejne rozdziały dopiero się piszą.
Z wdzięcznością
Aneta Januszonek

